Oglądając filmy w pewnym zestawieniu chcąc nie chcąc patrzymy na nie, jako na pewną całość, zdarza się, że mówiąc o jednym odnosimy go do kontekstu, jaki stworzyły inne utwory. Można zastanowić się, czy był jakiś powód, aby te właśnie dzieła, tych właśnie twórców, połączyć w jeden blok. Czy osoby odpowiedzialne za program festiwalowy podzieliły animacje na pokazy według wspólnej problematyki, a może techniki animacyjnej? Czy to przypadek, że podczas danego seansu tylko jedna animacja zapadła nam w pamięć, czy może specjalnie tak dobrano filmy, żeby ten jeden szczególnie wyróżnił się na tle gorszych realizacji? A może po prostu wyznacznikiem jest długość dzieł i zestawiane były tak, by każdy seans trwał około 75 minut.
Dobrze, że nie znamy odpowiedzi na te pytania. To skłania do wymyślania powiązań, doszukiwania się punktów wspólnych i wyraźniejszego dostrzegania różnic.
Dla mnie animacje zaprezentowane podczas IV pokazu, to dzieła będące efektem spojrzenia do wewnątrz. Odnoszące do tego, co tkwi w głowie, co nie daje spokoju, co bliskie i codzienne. Niektóre filmy wydały się bardzo osobiste, na przykład dotykający kwestii tożsamości „Jedziemy autobusem” Sarah Gampel lub „Figury niemożliwe i inne historie II” Marty Pajek, o samotności i przytłoczeniu codziennością. Inspiracją do tworzenia może stać się jeden bodziec, jak również zdarzenia i emocje przeżywane przez miesiące czy lata. Można nakręcić film o narastającym z dnia na dzień gniewie i dojmującym pragnieniu, by coś wstrząsnęło naszą beznadziejnie nijaką egzystencją („Egzoksiężyc” Gudrun Krebitz), ale także o prawie pustym pudełku papierosów („Koła i papierosy” Sander Joon).
Podczas seansu zaprezentowano dwie animacje związane z seksualnością, na które publiczność zupełnie różnie zareagowała. „Sex laundry” Izabeli Plucińskiej, historia o parze pięćdziesięciolatków przytłoczonych małżeńską rutyną, próbujących na nowo rozpalić ogień namiętności, wywoływała niezwykle żywe reakcje (podśmiechiwanie, komentarze i gromkie brawa na koniec). Natomiast w absolutnej ciszy oglądano „Życie seksualne drzew” Joshuy Tuthilla, w którym podstarzały naukowiec próbuje zrozumieć pewne dręczące go wspomnienie z czasu młodości, skojarzenie, jakie wywołały powyginane drzewa z naturalnymi otworami (dziuplami?) przypominającymi rozwarte usta. Co ciekawe, był to jedyny film, po którym nie odezwały się żadne brawa.
Jaki był IV pokaz animacji krótkometrażowych? Prywatny i osobisty. O sprawach błahych i sprawach znaczących, ale w odniesieniu do konkretnej jednostki.