Wiele dzieł sztuki powstaje jako wyraz uznania, rodzaj hołdu dla innych artystów. Rosyjska “Hoffmaniada”, wyreżyserowana przez Stanisława Sokołowa według projektu Michaiła Szemiakina, poniekąd wpisuje się w ten rodzaj filmu, choć nie tylko na tym gruncie buduje swoją wartość. Inspiracją dla tej poklatkowej animacji jest życie i twórczość E.T.A. Hoffmanna, wybitnego niemieckiego pisarza i kompozytora epoki romantyzmu. Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Hoffmann był pionierem “fantastyki grozy”, a jego dzieła miały znaczny wpływ na twórczość takich klasyków jak Edgar Allan Poe czy Howard Phillips Lovecraft. “Hoffmaniada” w pieczołowity sposób ożywia wykreowany na kartkach papieru świat fikcji, przybliżając zarówno Hoffmannowską estetykę, jak i samą jego postać.

Przed omówieniem treści i techniki wykonania “Hoffmaniady”, warto powiedzieć kilka słów o kulisach powstawania filmu. Praca nad animacją poklatkową do łatwych nie należy. Wykonanie wszystkich potrzebnych lalek, elementów scenografii oraz kostiumów, a później ustawianie i fotografowanie ich klatka po klatce jest nie tylko niezwykle czasochłonne, ale także obciążające finansowo. Niespecjalnie dziwi więc fakt, że “Hoffmaniada” powstawała przez ponad 15 lat. Prace nad projektem rozpoczęto w 2001 roku, a pięć lat później pierwsze 20 minut zaprezentowano w Sankt Petersburgu. Pomimo pozytywnych reakcji, pieniędzy na kontynuowanie zdjęć brakowało, więc produkcja przeciągnęła się aż do 2017 roku. Dodatkowo, problemy natury finansowej spowodowały wzmożenie trudności, jakie ekipa miała z realizacją techniczną projektu: wykonanie niektórych pojedynczych lalek potrafiło trwać aż miesiąc. Na szczęście, determinacja twórców pozwoliła im doprowadzić prace nad swoim ambitnym projektem do końca.

Podstawą dla “Hoffmaniady” są trzy opowiadania Hoffmanna: “Złoty garnek”, “Piaskun” oraz “Zacheuszek, Cynobrem zwany”. Jednak nie jest to prosta adaptacja. Centralną postacią filmu jest sam pisarz: jego codzienne życie aspirującego artysty pracującego w nudnym zawodzie urzędnika państwowego skonfrontowane jest z bogatym światem wyobraźni, który stwarza on na potrzeby swych dzieł. Postaci znane z opowiadań zostają powiązane z osobami, które Hoffmann spotyka w rzeczywistości. Przenikanie się dwóch światów pozwala wgłębić się w psychikę artysty; odsłania jego frustracje, pokazując, jak znajduje on dla nich ujście w swojej twórczości. Pełne magii i niesamowitości sceny zaczerpnięte z opowiadań, płynnie połączone w poetycką podróż, przywodzą na myśl arcydzieło Wojciecha Hasa, “Sanatorium pod klepsydrą”. Porównanie to, choć wynikające przede wszystkim z podobieństw narracyjnych, pozwala dostrzec jeden aspekt “Hoffmaniady” być może kluczowy dla odczytania całego filmu. Świat brutalnie obchodzi się z ambicjami Hoffmanna, w filmie przygotowującego nową operę, powodując jego kompleksy i zmuszając go do pracy w żmudnym, dalekim od marzeń zawodzie. Sam bohater określa to mianem “brzemienia codzienności”. W tym kontekście jego obecność “wewnątrz” własnych dzieł, często osnutych wokół wspomnień bądź przetwarzających rzeczywistość na fantastykę, nabiera charakteru ucieczki, odskoczni od trudów prawdziwego życia. Twórczość Hoffmanna to dla niego swoiste “sanatorium”, a struktura narracyjna “Hoffmaniady” pozwala dokładnie pokazać owe związki między doświadczeniami a dziełami artysty.

Film Sokołowa zachwyca nie tylko swobodą narracyjną i wielopoziomowością portretu pisarza, lecz także warstwą realizacyjną. Animacja poklatkowa jest tu dość klasyczna, ale elegancka i świetnie wpasowująca się w odtwarzaną estetykę dziewiętnastowiecznych Niemiec. Szczególną uwagę zwraca sposób wykonania lalek: są ekspresyjne, o karykaturalnej fizjonomii (co współgra z konwencją wejścia w świat wyobraźni Hoffmanna, który był też karykaturzystą), a niektóre postaci, głównie negatywne, zostają nawet obdarzone zwierzęcymi rysami. Do sfilmowania tak pieczołowicie skonstruowanych bohaterów Sokołow wykorzystuje pełnię możliwości, jakie daje medium. Reżyser zwraca uwagę na odpowiednie oświetlenie scen i stosowanie różnych planów filmowych, rolę ruchów kamery i muzyki, a także wykorzystuje lustra i cienie – wszystko w celu zbudowania bogatego plastycznie świata wyobraźni. Świetnie wykorzystana warstwa techniczna filmu pomaga tu ukazać perspektywę Hoffmanna, a czasem także zestawić ją z rzeczywistością w krótkich otrzeźwiających momentach, gdy pogrążonego w marzeniach bohatera “nakrywają” inne postaci (na przykład, gdy w teatrze wyobraża on sobie na scenie fragmenty przedstawienia commedia dell’arte i swojej najnowszej opery – “Ondyny”).

Oczywiście “Hoffmaniada” nie jest filmem pozbawionym wad, lecz są to kwestie mniejszego kalibru niż to, co się w dziele Sokołowa niewątpliwie udało. W niektórych scenach, na przykład pod drzewem bzu, tempo rozwoju zdarzeń jest dezorientujące – dziwne zaburzenie rytmu montażowego utrudnia odbiór. Ponadto, co ważniejsze, w środkowej części filmu następuje swoisty zastój: jasne jest już, w jaki sposób twórcy zamierzają opowiadać o Hoffmannie i kolejne sceny nie wnoszą wiele nowego. Na szczęście, im bliżej zakończenia, tym bardziej pewne wątki znajdują rozwinięcie, a sytuacja bohatera zostaje nawet wpisana w kilka subtelnych metafor. Samo zakończenie to już czysta afirmacja uwielbienia dla twórczości Hoffmanna. Oprócz tego, w pojedynczych scenach dopatrzyć się można potknięć natury technicznej, lecz są to detale, które nie wpływają znacząco na odbiór całości dzieła.

Podsumowując, “Hoffmaniada” spełnia swoje zadanie: sprawdza się jako hołd dla artysty i dzięki przybliżeniu zarówno jego postaci, jak i twórczości w plastyczny i żywy sposób, skutecznie zachęca do bliższego zapoznania się z E.T.A. Hoffmannem. Film Sokołowa to niewątpliwy sukces artystyczny, który warto podziwiać na dużym ekranie.

Ostatni seans “Hoffmaniady” w ramach Animatora 2018 odbędzie się 10.07 o godz. 14:00 w Kinie Muza na ul. Masztalarskiej 8.