Pierwszy zestaw filmów konkursowych Animatora 2018 potwierdza, że tegoroczna selekcja festiwalu mieni się od różnych technik, konwencji i stylów. O Złotego Pegaza walczy czarno-biała impresja na temat życia Nikoli Tesli, abstrakcjonistyczna perełka studentki łódzkiej filmówki czy międzynarodowa koprodukcja o kobiecie-Ikarze napędzanej… prochem.

Pokaz otwiera krótkometrażówka “The Tesla World Light”, która swoją premierę miała podczas Tygodnia Krytyków na zeszłorocznym festiwalu w Cannes. Twórca filmu, Matthew Rankin, zapragnął przypomnieć o nieznanych kartach z historii jednego z najsłynniejszych wynalazców, Nikoli Tesli. Historia wizjonera na łożu śmierci została opowiedziana za pomocą piksilacji: formy animacji poklatkowej uzupełnionej o sekwencje nakręcone z udziałem aktorów. Powstały efekt jawi się jako awangardowy melanż światłocienia, charakterystycznej kreski ilustratorów i przemyślanej muzyki.

Zdecydowanie mniej oczywisty i nielinearny jest “Sun Zoom Spark” – jeden z najnowszych projektów doświadczonej amerykańskiej rzeźbiarki oraz ilustratorki, Giny Kamentsky. Jej film został zainspirowany utworem z jednej z płyt giganta alternatywnego rocka, Captaina Beefhearta. Wokalista w swojej twórczości wielokrotnie przekraczał bariery gatunkowe, czyniąc ze swoich koncertów coś na wzór audiowizualnych performance’ów. Reżyserka próbuje uchwycić jego transgresyjnego ducha, łącząc ze sobą malarstwo, rysunek i technikę rotoskopową. Niby to tylko dwie minuty, a jednak bardzo intensywne.

Intrygujące formą, choć fabularnie zachowawcze są dwie następne części zestawu: “Hyperion Cantos – A Scholar’s Tale” Arsenii Brylova oraz “Panta Rhei” Woutera Bongaertsa. Inspiracją do stworzenia pierwszej z nich była kultowa seria książek science-fiction Dana Simmonsa. Historię mężczyzny, który pragnie uratować swoją córkę – młodniejącą niczym Benjamin Button – opowiedziano za pomocą prostej, jednak nie tak oczywistej animacji poklatkowej na papierze. W kosmicznej narracji tkwi potencjał, ale tu nie został on dostatecznie wykorzystany. Na ekranie brakowało momentu przyjemnie łechtającego zaskoczenia. “Panta Rhei” imponowało za to charakterystyczną, przypominającą nieco oscarowego “Czerwonego żółwia”, kreską. Jakość warstwy wizualnej nie szła jednak w parze z klasą scenariusza – perypetie rozchwianego badacza wielorybów kończą się kliszą, jaką nie wzgardziliby autorzy telenowel.

Najdłuższe propozycje pokazu – “(Fool time) JOB” Gillesa Cuveliera oraz “The Cannonball Woman” artystycznego tandemu Albertine Zullo i Davida Toutevoixa – zaskakują charakterystycznym, dojrzałym stylem. Pierwsza z tych produkcji to interesująca, nieco oniryczna i dystopijna wariacja na temat rzeczywistości, która – być może – już niedługo przed nami. W tej krótkometrażówce diabeł tkwi w szczegółach – zwróćcie uwagę na płynne ruchy kamery i niebanalną grę świateł. “The Cannonball Woman” to z kolei jarmarczna, miejscami groteskowa odpowiedź na znany od tysiącleci mit Ikara. W plastelinowym świecie brakuje głębi i dylematy moralne zdają się być potraktowane nieco powierzchowne, ale za to czternaście minut mija widzowi gładko i przyjemnie.

W “Mamoon” oraz jedynej polskiej propozycji – “Kwadraturze koła” – pierwsze skrzypce gra forma. Holenderska produkcja Bena Steera sytuuje się na przecięciu eksperymentu i klasycznego kina drogi. Matka z małą córką przemierzają surowy, ascetyczny świat, zmieniając go w krajobraz osnuty pomarańczowym światłem. Niderlandzki artysta sprawnie przeprowadził tę barwną metamorfozę: animacje stopniowo nakładał na polistyrenowe, wielopoziomowe konstrukcje. Tak wyglądałyby “Schody” Stefana Schabenbecka – pokolorowane i z nutą optymizmu. “Kwadratura koła”, projekt studentki łódzkiej filmówki, Karoliny Specht, jest zaś niegłupią ilustracją uczucia silnego, ale niemożliwego do przekucia w związek. Dwie figury gonią się w abstrakcyjnym, pstrokatym anturażu, czemu towarzyszą poskręcane dźwięki. O takie metafory walczyłem!

Pierwszy pokaz konkursowy zostanie ponownie wyświetlony 9 lipca o godzinie 10:30 w nowej siedzibie Kina Muza – przy ul. Masztalarskiej 8.