Ile nowy film Anci Damian ma wspólnego z najpopularniejszym dziełem Tomasza Manna niestety nie jestem w stanie stwierdzić, jednak dostępne powstrzechnie materiały skutecznie utwierdzają mnie w przekonaniu, iż powielenie tytułu jest najzwyklejszym zbiegiem okoliczności. Film autorki „Po drugiej stronie” nie ma za dużych szans na zapisanie się w historii, zwłaszcza tak silne jak wzmiankowana powieść. Nie zmienia to jednak faktu, iż animacja Damian jest godna uwagi.

czarodziejska1

„Czarodziejska góra” nie przebiera w środkach wizualnych – bierze na warsztat większość technik animacyjnych, tworząc z nich bardzo intrygujący kolaż. Przez półtorej godziny projekcji dane nam będzie zobaczyć sekwencje rysowane oraz malowane na przeróżne sposoby, animację poklatkową czy normalne nagrania, odpowiednio urozmaicone masą efektów i dodatków. Każda z obranych technik posiada inny stopień skoplikowaności, w związku z czym niektóre fragmenty wyglądają jak najprostsze animacje dla dzieci, kiedy inne odznaczają się wyczuwalnym napracowaniem, zbliżającym je do prawdziwych dzieł sztuki. Wygląda to nad wyraz estetycznie i ciekawie, a przede wszystkim – nietuzinkowo. Przy takiej niespotykanej dotąd feeri udało się autorce opowiedzieć całkiem przejmującą historię biograficzną, i to w sposób zdawałoby się dokumentalny. Bohaterem filmu jest Jacek Winkler, polski działacz opozycyjny, fotograf i dziennikarz, a także artysta-plastyk. On sam jest narratorem, który opowiada widzom historię swojego życia w sposób bardzo osobisty i angażujący. W postać tę wcielił się Jerzy Radziwiłowicz i, jak na aktora swojej klasy przystało, spisał się wybornie, przez co niezwykle łatwo zapomnieć o fakcie, iż ogląda się film fabularny.

Lwią część opowieści stanowi epizod afgański, który choć wciągający i barwny, posiada kilka momentów przestoju. Nie wpływa to jednak zanadto na ogólny obraz, bardzo zgrabnie balansujący między lekką opowieści a stawianiem pomnika ponadprzeciętnej jednostce, targanej romantycznymi postawami. Jest być może film Damian nazbyt linearny i laurkowy, jak to zauważył w swej recenzji Marcin Stachowicz, spełnia jednak swą najważniejszą funkcję – popularyzuje istotną dla historii postać w sposób przystępny dla młodego widza.